
– Pas.
– Paaas – wnet z przyległego odezwało się pokoju.
Umilkły na chwilę dzwonek zaczął znów bełkotać, gospodarz poskoczył do przedpokoju… przybywały panie.
[…]
– Panie Adamie! – zawołała. W drzwiach stojąc.
– A… pani! – odezwał się młodzieniec, podnosząc się nieco na krześle i pochylając głowę w ukłonie – zaraz służę!…
– Proszę pana.
– W tej chwili, łaskawa pani!
– Ale ja czekam…
– Zaraz, droga panno Juljo! chwileczkę… daję wielkiego szlema!…
– W trefle! – odezwał się, zwracając do grających.
– Pan, panie Alfonsie, wychodzisz.
Pan Alfons posuwiście rzucił kartę, rozpoczęła się gra wielkiej wagi.
Silny rumieniec wystąpił na twarz stojącej w drzwiach dziewczyny, chwilę patrzyła na zajętego grą pana Adama, wreszcie zmarszczywszy czoło, odwróciła się szybko i weszła do salonu, gdzie gwarno było od szczebiotu jej rówieśniczek i rzucającego na wsze strony dowcipy gospodarza.
Nagle w gabinecie podniósł się gwar niezwykły – pan Adam został bez dwóch…
– Czemużeś pan nie atutował do końca? – wołał pan Alfons.
– Nie spodziewałem się, że u pana dwójka jeszcze została – tłumaczył się nowicjusz.
– Przecież pan do trzynastu już iść umiesz! – wrzasnął niezadowolony partner pana Adama.
– I cóż, że umiem, kiedy nie rachowałem wcale?
– Nie rachowałem! – odburknął wspólnik niefortunnego szlema. – To czegoż pan do gry siadasz, nie mając o niej pojęcia?
– Jakto nie mam pojęcia!… – bronił się pan Adam – licytowałem świetnie, zrozumiałem pana doskonale, w czas wpuściłem do ręki…
– I pysznie pod koniec rozegrałem – dokończył śmiejąc się, Artur.
– Kiedy to panna Julja winna… – syknął przez żeby narzeczony.
[…]
– Panno Juljo! – zabrzmiał nagle podniesiony głos Adama, który, skończywszy partiję winta przybiegł narzeczoną powitać.
Panna Julja, nie wyrywając ręki z uścisków niespodziewanego kochanka, zwróciła twarz tylko do nie mogącego pojąć odegranej przed chwilą sceny pana Adama – i rzuciła mu z przekąsem:
– Chwileczkę, łaskawy panie!… daję wielkiego szlema!
Odwróciła się, i wsparta na ramieniu pana Zygmunta, z oczyma utkwionemi w jego oczy, opuściła salon.
ielki (zachowana oryginalna pisownia)
Fragmenty noweli Wielki szlem…, Kazimierz Gliński, Księgarnia św. Wojciecha, Poznań-Warszawa 1922.


