Moonraker, Ian Fleming

Bond ode­grał małe przed­sta­wie­nie i z prze­sadną skru­pu­lat­no­ścią, ty­pową dla mocno nie­trzeź­wego czło­wieka, przy­pa­trzył się swoim kar­tom.
– U mnie rów­nież wy­gląda to dość obie­cu­jąco – od­rzekł tro­chę nie­wy­raź­nie. – Je­śli mój part­ner też coś ma, a karty nam się do­brze ułożą, ugram sporo wzią­tek. Co pan pro­po­nuje?
– Wy­daje się za­tem, że mamy mniej wię­cej równe szanse – oznaj­mił nie­szcze­rze Drax. – A co pan są­dzi o do­dat­ko­wej setce każdą lewę? Z tego, co pan mówi, wy­nika, że nie sprawi to panu więk­szego kło­potu.
Bond udał, że się na­my­śla. Sta­rał się wy­glą­dać na nieco zdez­o­rien­to­wa­nego. Po raz ko­lejny z uwagą prze­ana­li­zo­wał rękę, oglą­da­jąc jedną kartę po dru­giej.
– No do­brze – ode­zwał się w końcu.
– Wcho­dzę w to. Szcze­rze mó­wiąc, za­chę­cił mnie pan do dzia­ła­nia. Na pewno do­stał pan do­bre karty, więc mu­szę za­blo­ko­wać pań­ską od­zywkę i wal­czyć o swoje. – Bond spoj­rzał męt­nym wzro­kiem na M. – Po­kryję pań­skie straty, drogi part­ne­rze. No do­brze, za­czy­najmy. Hm… Sie­dem trefl.
Po tych sło­wach za­pa­dła mar­twa ci­sza. Ba­sil­don, który zo­ba­czył rękę Draxa, był tak za­sko­czony, że upu­ścił szklankę z whi­sky. Wpa­try­wał się te­raz w oszo­ło­mie­niu w odłamki szkła le­żące na pod­ło­dze, ale nie za­mie­rzał nic z nimi ro­bić.
– Co ta­kiego?! – wy­krzyk­nął Drax ze zdu­mie­niem. Po­spiesz­nie spraw­dził swoje karty, żeby uzy­skać pew­ność, że się nie po­my­lił. – Na­prawdę chce pan ugrać szlema w tre­flach?! – Z za­cie­ka­wie­niem otak­so­wał wzro­kiem bez wąt­pie­nia pi­ja­nego ry­wala.
– Trudno, sam pan so­bie ko­pie grób. Co na to po­wiesz, Max?
– Pas – mruk­nął Meyer. Wy­czu­wał na­pię­cie mię­dzy gra­czami i za­po­wiedź kon­fliktu, któ­rego bar­dzo pra­gnął unik­nąć. Dla­czego, do cho­lery, nie zde­cy­do­wał się pójść do domu po ostat­nim ro­brze? Jęk­nął w du­chu z iry­ta­cją.
– Pas – oświad­czył M, na któ­rym cała sy­tu­acja naj­wy­raź­niej nie zro­biła wra­że­nia.
– Kon­tra. – Słowo wy­do­stało się z ust Draxa z wy­jąt­kową zja­dli­wo­ścią. Mi­lio­ner odło­żył karty na stół, by zmie­rzyć po­gar­dli­wym i okrut­nym spoj­rze­niem tego pod­pi­tego ćwoka, który w końcu wpadł w jego si­dła, choć z nie do końca zro­zu­mia­łych po­wo­dów.
– Czy to ozna­cza, że po­dwaja pan też do­dat­kowe za­kłady? – zapytał Bond.
– Ow­szem – rzu­cił ogar­nięty chci­wo­ścią Drax. – Ow­szem, to mia­łem na my­śli.
– W po­rządku. – Bond za­milkł na parę se­kund. Nie pa­trzył już na swój układ, wbił wzrok w Draxa. – Re­kon­tra. Jesz­cze raz po­dwa­jam stawkę za kon­trakt i po­zo­stałe za­kłady. Czte­ry­sta fun­tów za lewę.
Wła­śnie w tym mo­men­cie w umy­śle Draxa po­ja­wił się pierw­szy – strasz­liwy i zu­peł­nie nie­uza­sad­niony – cień wąt­pli­wo­ści. Jed­nak gdy po­now­nie prze­biegł wzro­kiem war­to­ści kart, od­zy­skał pew­ność sie­bie. Naj­gor­sze, co go mo­gło spo­tkać, to utrata dwu lew.
Meyer wy­mam­ro­tał „pas”. M odro­binę zdła­wio­nym gło­sem po­wie­dział to samo. Drax tylko nie­cier­pli­wie po­krę­cił głową.
Ba­sil­don z prze­raź­li­wie bladą twa­rzą wciąż stał na­prze­ciwko Bonda i uważ­nie się w niego wpa­try­wał. Po chwili po­wol­nym kro­kiem wy­ru­szył w ob­chód do­okoła stołu, by prze­ana­li­zo­wać układ rąk po­szcze­gól­nych gra­czy. Był on na­stę­pu­jący:

Rozdanie Jamesa Bonda

Na­gle Ba­sil­don po­jął, co się dzieje. To był ewi­dentny szlem, któ­rego Bond wy­gry­wał nie­za­leż­nie od spo­sobu obrony. Bez względu na to, co za­wi­stuje Meyer, Bond za­gra atu­tem z ręki albo ze stołu. Po­tem bę­dzie po­zby­wał się ko­lej­nych atu­tów i oczy­wi­ście za­gra na im­pas prze­ciwko Dra­xowi, a po dro­dze dwa razy wyj­dzie w kara, by prze­bić je atu­tem dziadka i zdo­być dzięki temu asa oraz króla. Po pię­ciu run­dach Bond bę­dzie miał po­zo­stałe atuty i sześć wy­gry­wa­ją­cych kar. Asy i króle Draxa okażą się kom­plet­nie bez­war­to­ściowe.
Mor­der­stwo z pre­me­dy­ta­cją!

Fragmenty z książki Ian Fleming, Moonraker, Agen­cja Wy­daw­ni­czo-Re­kla­mowa Skarpa War­szaw­ska Sp. z o. o., 2025, tłumaczył To­masz Ko­nat­kow­ski.

Brydżowe Techniki

Seria składa się z krótkich, zwięzłych tomików, z których każdy koncentruje się na jednym, konkretnym zagadnieniu. Książki cechują się klarownym stylem, przystępnymi wyjaśnieniami oraz bogactwem przykładów analizowanych zarówno z perspektywy rozgrywającego, jak i obrońców. Seria przeznaczona jest dla średnio zaawansowanych graczy, którzy chcą w praktyczny sposób doskonalić swoje umiejętności techniczne.

Krótka historia brydża

Brydż to jedna z najpopularniejszych gier karcianych na świecie, łącząca logikę, strategię, współpracę i odrobinę psychologii.

Brydż w literaturze

Brydż od dawna fascynuje pisarzy – pojawia się w powieściach kryminalnych Agathy Christie, w prozie Iana Fleminga o Jamesie Bondzie, a także w polskiej literaturze, m.in. u Jerzego Pilcha. Dla autorów to nie tylko gra karciana, ale też metafora strategii, ryzyka i relacji międzyludzkich. W literaturze brydż bywa polem pojedynku intelektualnego, tłem intryg, a czasem kluczem do rozwiązania zagadki.