„Cztery piki skurczybyki” czyli „Tango”. 3 czerwca 1963 roku Sławomir Mrożek opuścił Polskę i udał się do Włoch. Oficjalnie był to wyjazd wakacyjny, jednak dramaturg traktował go jako próbę emigracji — i tym wyjazd stał się w istocie. „Tango” było pierwszą sztuką, jaką napisał po opuszczeniu kraju. Dramat powstał w 1963 roku, a drukiem ukazał się w 1964 na łamach pisma Dialog. W formie książkowej „Tango” wydano dopiero w 1973 roku, w drugim tomie „Utworów scenicznych” opublikowanym przez Wydawnictwo Literackie.
Gdy ponad 70 lat temu Mrożek zdawał maturę — musiał wykazać się znajomością „Lalki” i twórczości Mickiewicza. Kilkadziesiąt lat później trudno sobie wyobrazić zdawanie matury bez znajomości jego „Tanga”. Z egzaminem maturalnym związana jest anegdota o samym Mrożku. Pisarz siedział na ławce pewnego majowego dnia. Zobaczył młodzieńca w garniturze i domyślił się, że to maturzysta. Z troską zapytał:
– Było „Tango”?
– Było – odparł strapiony chłopak.
– Przepraszam – wydusił Mrożek.
Osoba na razie zwana babcią – (rzucając z przesadnym rozmachem kartę na stół) – Cztery piki skurczybyki.
Partner z wąsikiem (rzucając kartę) – Ciach w piach.
Tak rozpoczyna się arcydzieło światowej dramaturgii. „Tango” Sławomira Mrożka. Jan Blajda – z wykształcenia geolog, z zamiłowania brydżysta, muzyk amator z absolutnym słuchem, człowiek wielu pasji – należał do najbardziej barwnych postaci Krakowa. Przez lata prowadził w krakowskiej prasie rubrykę „Cztery piki skurczybyki”. Wspominał, że miał okazję rozmawiać z Mistrzem o obecnych w sztuce wątkach karcianych. Uzyskał nawet osobistą zgodę na wykorzystywanie cytatu „Cztery piki skurczybyki”. Jak mówił, Mrożek wyjaśnił mu, że sam zasłyszał to kiedyś w karcianym towarzystwie i nie rości sobie żadnych pretensji do praw autorskich.
Światowa sceniczna premiera „Tanga” odbyła się w Belgradzie w 1964 roku, natomiast polscy widzowie mogli obejrzeć spektakl rok później – po raz pierwszy w Bydgoszczy. Jan Blajda wspominał również słynne przedstawienie ze Starego Teatru z 1965 roku, wyreżyserowane przez Jerzego Jarockiego, z Jerzym Bińczyckim w jednej z głównych ról.
A jeszcze krótka refleksja Henryka Tronowicza, Dziennik Bałtycki: Co do mnie, noszę się z zamiarem nawiązania z Mrożkiem korespondencji. Mam do pisarza sto pytań. Na początek chciałbym się dowiedzieć, czy grywa w brydża. „Cztery piki skurczybyki!” to kwestia, która otwiera dialog w tej sztuce. Mrożek owe „Cztery piki skurczybyki!” poprzedza objaśnieniem, że kwestię tę wypowiada Osoba Na Razie Zwana Babcią, która „rzuca z przesadnym rozmachem kartę na stół”. Muszę napisać do Czyśćca, bo nie kumam. Babcia, jak rozumiem, zgłaszając w licytacji cztery piki, zdaje się na tym licytację kończyć. Lecz zaraz. No bo jak to? Kończąc licytację, rzuca na stół kartę? Toć ten z graczy, który kończy licytację, rozgrywki nie rozpoczyna? Przeciwnie, on kartę na stół rzuca na końcu, jako czwarty z graczy (gdy tylko z Czyśćca nadejdzie odpowiedź, podam ją niezwłocznie do druku).
A ja sam wykorzystuję okazję „Tanga” i rubryki „Cztery piki skurczybyki” do małej autopromocji, ponieważ i mnie zdarzyło się w niej pojawić. Stąd też przywołuję pewne zdarzenie z meczu o awans do I ligi brydżowej…
Tango, Sławomir Mrożek
OSOBA NA RAZIE ZWANA BABCIĄ ― (rzucając z przesadnym rozmachem kartę na stół) Cztery piki skurczybyki!
PARTNER Z WĄSIKIEM ― (rzucając kartę) Ciach w piach! (pociąga piwo z butelki, która stoi przy nodze jego krzesła)
STARSZY PARTNER ― (chrząkając nieśmiało, mówi z widocznym wysiłkiem) Proszę. To jest, chciałem powiedzieć, ryp! (rzuca kartę)
OSOBA NA RAZIE ZWANA BABCIĄ ― (po chwili wyczekiwania pełnego dezaprobaty) „Ryp” w co? Eugeniuszu…
STARSZY PARTNER, CZYLI EUGENIUSZ ― (jąka się bezradnie) Ryp… ryp…
PARTNER Z WĄSIKIEM ― Starszy pan znowu nie w formie, (pociąga piwko)
OSOBA NA RAZIE ZWANA BABCIĄ – Eugeniuszu, jeżeli zasiadasz z nami do gry, to powinieneś wiedzieć, jak się zachować. „Ryp” w co? ― pytam.
EUGENIUSZ ― No… po prostu ryp.
OSOBA NA RAZIE ZWANA BABCIĄ ― O, Boże, znowu się zaczerwienił! EUGENIUSZ ― To może „ryp w pip”?
OSOBA NA RAZIE ZWANA BABCIĄ ― Nonsens. Panie Edku, niech mu pan podpowie.
PARTNER Z WĄSIKIEM, CZYLI EDEK ― Chętnie. Ale do „ryp” trudno zrymować. Ja bym zaproponował: „Ja go brzdęk, a on mi pękł”.
EUGENIUSZ ― Doskonale! Ale, za pozwoleniem. Co to znaczy? Kto pękł?
EDEK ― To tak się mówi.
OSOBA NA RAZIE ZWANA BABCIĄ ― Nie grymaś. Pan Edek wie, co robi. EUGENIUSZ ― (rzuca jeszcze raz tę samą kartę) „Ja go brzdęk, a on mi pękł!”
OSOBA NA RAZIE ZWANA BABCIĄ ― No, widzisz. Jak chcesz, to potrafisz.
EDEK ― Pan starszy bardzo jest wstydliwy.
OSOBA NA RAZIE ZWANA BABCIĄ ― Dziękuję, panie Edziu kochany. Nie wiem, co byśmy zrobili bez pana.
EDEK ― Drobiazg, (spostrzega młodego człowieka i pośpiesznie chowa butelkę pod stół) To ja już sobie pójdę.
Fragment dramatu Sławomira Mrożka, Tango, Wydawnictwo Literackie, Kraków-Wrocław 1984.
Zainteresowała cię nasza oferta?
Pozostańmy w kontakcie.
Sprzedaż książek na stronie: ws-omega.pl
Wydawnictwo Szkolne Omega
33-100 Tarnów
mob: 662 152 899
Biuro czynne: 8.00-16.00
Newsletter
Polityka prywatności


