
Cytatki, czyli małe cytaty
– Grasz jak sardynka – powtarzała stare powiedzonka.
– Sardynka? – zdziwił się Józio.
– No bo bez głowy!
– Proszę was – mówiła do reszty partnerów – nie trzymajcie z nim boków, on nie ma pieniędzy na przegrywanie takich sum.
– Nie tylko, że grasz jak noga, ale w dodatku jesteś pantoflem! – mruknęła bogini, kładąc na stole kartę.
– Dlaczego pani wyszła w karo, kiedy ja licytowałem piki – zapytał ją w pewnym momencie partner.
– A bo Józio zagląda mi w karty i to mnie tak denerwuje.
– Mam ci coś ważnego do powiedzenia!
– Tylko prędko, bo ja muszę rozgrywać.
– Dlaczego powiedziałaś dwa piki, kiedy masz ich w ręce sześć?
– Bo tak się mówi.
– Puskatella bionda! – rzekł jeden z partnerów, kładąc młódkę na króla.
– Kto ma nogi do stracenia – będzie tańczył, kto zaś ma kilka groszy do stracenia – zagra z nami w brydża.
– Czy panie grają Culbertsonem? – zapytał patrząc na nie swoimi zimnymi niebieskimi oczyma.
– Po trochu – odparła Brysia.
– Nie znam Culbertsona „po trochu” – odparł lodowato młodzieniec. – Więc tak: zrzutki do siódemki oznaczają, że się nie chce, ażeby partner wyszedł w ten kolor – od siódemki, przeciwnie.
W jego subtelnej licytacji mnóstwo było znaczących tonów i powiedzeń. Gdy powiedział „Jedno bez atu” – można było być pewnym, że ma bardzo słabą kartę. Gdy zaś gromkim głosem ogłaszał: „Ja mówię bez atu” – znaczyło, że karta mu „nawaliła”. Gdy powiedział „z ręki”, na przykład, trzy piki, a jego partner zastanawiał się nad powiedzeniem szlemika, czoło jego marszczyło się groźnie. „Powiedziałem tylko trzy, a nie dwa – mówił dobitnie. – Proszę uważać na licytację!
Żaden z naszych partnerów nie powie o którejś z nas: „Jaką ta kobieta ma linię!” – ale: „Jaką ona ma licytację!” – Nie powiedzą: „jak ona ładnie chodzi” – ale: „co ona ma za wspaniałe wyjścia!” – Dla nich nie warto nic ładnego włożyć, bo oni i tak będą myśleć o tym, co „wyłożymy” na stół podczas gry.
– Ja mówię: „mała pyzata” – zaświergotała pani Skotnicka, gdy już zasiedli do karcianego stolika.
– Co mówisz? – żachnął się jej mąż.
– Małe bez atu!
– Nie mówi się małe albo duże. Mówi się bez atu i koniec!
– A mówi się przecież „mały szlem”.
– Pani powiedziała karo z trzema karami? – zdziwiła się Brysia w trakcie gry.
– Czy to nie wszystko jedno? – słodka ptaszyna uśmiechnęła się.
– Przecież umiesz rachować do pięciu – irytował się malarz.
– Kitko, z czym ty powiedziałaś bez atu? – zapytał ją łagodnie, choć z bólem.
– Jakie miała, takie powiedziała – odparło rozkoszne maleństwo.
Mówił: Piki jak byki. – Kiery jak cholery! – Nawet karp na szaro byłby wyszedł w karo! – Atutki – do kupki! – Dycha – niech zdycha. – Buch – króla w brzuch!
Fragmenty felietonu z tomu Maleńkie karo karmiła mi żona, Magdalena Samozwaniec, Towarzystwo Wydawnicze „Rój, Warszawa 1938.


